Wokół wyznania wiary
Rzeczy ostateczne
„Oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie”.
Zwykle nazywamy rzeczami ostatecznymi niebo, czyściec i piekło. Nie jest to jednak w pełni prawda. Niezupełnie właściwy jest również strach, jaki nam towarzyszy, gdy myślimy o śmierci i końcu świata. Co tydzień wyznajemy, że „oczekujemy” eschatonu (rzeczywistości ostatecznej), codziennie wołamy do Ojca „przyjdź królestwo Twoje”, w adwencie tak często śpiewamy „Maranatha” – „Nasz Pan przyszedł” lub „Przyjdź, Panie nasz”. Czy więc nie powinniśmy całą swoją istotą wzdychać, oczekując (Rz 8, 22)?
Po dłuższej przerwie kontynuujemy cykl rozważań dotyczących kolejnych fragmentów mszalnego wyznania wiary, które znamy jako Credo nicejsko-konstantynopolitańskie. Zbliża się już koniec 2025 roku, w którym obchodzimy 1700-ną rocznicę Soboru nicejskiego I. Zbliża się również koniec roku liturgicznego i adwent, a więc czas szczególnej obecności tematu paruzji – powtórnego przyjścia Chrystusa. Jest to więc dobry czas na podjęcie przedostatniego fragmentu wyznania wiary trzystu osiemnastu ojców z Nicei (325 r.) i stu pięćdziesięciu ojców z Konstantynopola (381 r.), który dotyczy tego, co do nas przychodzi w roku liturgicznym – temat rzeczy ostatecznych.
„Oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie” – oczekiwanie zwrócone jest więc w stronę nieba, jako rzeczy ostatecznej. Nie ma tutaj mowy o czyśćcu – ten nie jest ostateczny. Skończy się, więc jest doczesny, podobnie jak nasze ziemskie życie. Dlatego rzeczami ostatecznymi są jedynie niebo i piekło. Tego drugiego jednak ze zrozumiałych powodów nie oczekujemy. Jest ono zaprzeczeniem naszego powołania, stanem po odrzuceniu wszystkiego, co od Boga pochodzi. Potępionemu z darów Bożych pozostaje jedynie istnienie, bo tego odrzucić nie może. Istnienie pochodzi całkowicie od Boga, nie ma w nim z oczywistych względów elementu przyjęcia łaski – przed wzbudzeniem bytu do istnienia nie ma bytu, który mógłby je przyjąć. Skoro istnienie nie zostaje przyjęte przez człowieka, nie może być przez niego odrzucone – stąd wieczne istnienie potępionych, mimo wyparcia się jego Dawcy.
Tymczasem powołaniem człowieka jest nie istnienie puste, a istnienie wypełnione, a więc zbawienie. Dotyczy ono całego człowieka, nie tylko jego duszy – stąd wskrzeszenie umarłych, ponowne i już wieczne zespolenie duszy i ciała – zmartwychwstanie na wzór zmartwychwstania Zbawiciela. Człowiek nie jest bowiem duszą w ciele, a uduchowionym ciałem i wcielonym duchem jednocześnie. Gdyby to dusza była człowiekiem, a ciało pewną szatą tego człowieka, zmartwychwstanie byłoby zbędne, a być może i szkodliwe. Tymczasem właśnie jego oczekujemy i życia wiecznego w pełnej jedności duszy i ciała.
W następnym miesiącu, wraz z końcem roku jubileuszowego, zakończy się nasz cykl rozważań wokół wyznania wiary. Chociaż zdawałoby się, że omówiliśmy już całe, pozostał jeszcze jeden jego fragment – jedno słowo.